Kompulik...

Temat: Co grozi księdzu podczas kolędy
W Kościele wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale spotkanie
kapłana z parafianami. Podczas kolędy najważniejsza jest obustronna serdeczność
i oczywiście wrażliwość religijna. Kolęda jest doskonałą okazją ku temu, aby
lepiej się poznać, aby przełamać anonimowość, aby wymienić swoje uwagi czy
spostrzeżenia dotyczące życia parafialnego, czy też życia konkretnej rodziny.
Jest okazją do tego, aby porozmawiać o wątpliwościach, odpowiedzieć na wiele
pytań dotyczących wiary i życia religijnego. Czasem trzeba też upomnieć. Wielu
ludzi potrzebuje kontaktu ze swoim księdzem. Jednak nie zawsze jest okazja, aby
się spotkać, porozmawiać. Praca, zajęcia domowe, wychowywanie dzieci. To
wszystko sprawia, że nie zawsze znajdują na to czas. Wielu ludzi po prostu
krępuje się „zawracać księdzu głowę swoimi sprawami”. Jest też wielu ludzi
samotnych, chorych, dla których wizyta księdza jest wielkim wydarzeniem, czekają
na nią cały rok. Przy okazji kolędy kapłan poznaje również warunki życia ludzi,
za których jest odpowiedzialny, ich kłopoty, zmartwienia, ale również i radości.
Taka wizyta jest okazją do tego, aby zachęcić do większej gorliwości, do
większego zaangażowania się w życie parafii, a może do podjęcia konkretnych
decyzji życiowych, do uregulowania sytuacji rodzinnej, małżeńskiej. Jest to więc
wydarzenie ważne dla całej rodziny. Jedyne w roku.
Nie lekceważmy tego i jeżeli jest to możliwe, niech w czasie kolędy wszyscy
domownicy będą obecni w domu. Jak się do tego spotkania przygotować? Tak jak na
przyjęcie ważnego gościa, bo przecież przychodzi nie tylko kapłan, ale i Jezus
Chrystus ze swoim błogosławieństwem. Myślę, że przygotowanie do kolędy może mieć
podwójny charakter. Duchowy - przez udział w modlitwie. I zewnętrzny - stół
nakryty białym obrusem, krzyż, świece, Pismo święte, przygotowana woda święcona.
Tematem, który budzi najwięcej kontrowersji i komentarzy są oczywiście ofiary
składane przy okazji kolędy. Powiedzmy sobie wyraźnie - ksiądz nie przychodzi po
pieniądze! Ofiara pieniężna nie jest warunkiem wizyty duszpasterskiej! Wiadomo,
jaka jest sytuacja materialna wielu rodzin. Jeżeli nie stać nas na złożenie
ofiary, nie musimy się z tego powodu tłumaczyć, ani czuć się nieswojo.
Natomiast, jeżeli kogoś stać na to, może złożyć ofiarę. Na co są przeznaczone te
pieniądze? Zazwyczaj sami ofiarodawcy określają cel. Większa część przeznaczana
jest na wiele celów: na utrzymanie seminarium duchownego, na działalność
charytatywną, na utrzymanie kościoła, na remonty lub budowę. Część zebranych
pieniędzy jest przeznaczona dla księdza, jest to pewnego rodzaju premia, czy
trzynasta pensja - jaką mamy w zakładach pracy. Potrzeb jest wiele i wielu ludzi
to rozumie i okazuje wielką hojność. Przy tej okazji, aby uniknąć niepotrzebnych
domysłów, najlepiej zastosować biblijną zasadę: niech nie wie lewa twoja ręka,
co czyni prawa. To znaczy, jeżeli dajesz ofiarę, to nie komentuj potem tego,
albo nie dawaj wcale.
Myślę, że każdy kto zrozumie istotę wizyty duszpasterskiej w swoim domu, będzie
jej oczekiwał z radością i wykorzysta ten czas dla własnego dobra i dobra swojej
rodziny. Oby spotkania kolędowe zacieśniały kontakty ludzi z duszpasterzami, i
aby to przyczyniało się do naszego coraz większego zaangażowania w życie parafii.
Ks. Waldemar Wesołowski
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,410,105201354,105201354,Co_grozi_ksiedzu_podczas_koledy.html



Temat: to sie normalnie we lbie nie miesci...
to sie normalnie we lbie nie miesci...
Na ogol unikam tematyki religijno-koscielnej, bo zbyt latwo mozna sobie
narobic wrogow, Ale ten artykul z GP dosyc mnie wzburzyl. Przytaczam w
calosci (linki po jakims czasie przestaja dzialac). Swietna reklame sobie i
wlasnej firmie ksiezulo z podleborskiej wioski zrobil. Prawdziwie
chrzescijanski model zachowania...

Czarny tydzień przeżyła rodzina z podlęborskiego Wilkowa. Ksiądz odmówił
pochówku ich ojca. Przez dwa dni na własną rękę szukali innego cmentarza i
innego księdza. Gdy znaleźli, okazało się, że grób wykopano na cmentarzu w
Wilkowie.


- Ogarnęła nas rozpacz, gdy się dowiedzieliśmy, że ksiądz nie pochowa naszego
taty - mówi Ewa z Gdyni, która przyjechała do Wilkowa na pogrzeb. Według niej
kapłan powiedział, że ojciec nie chodził do kościoła, nie dawał na tacę, więc
go nie pochowa. Gdy to usłyszała, była w szoku, nie wiedziała co robić. -
Tato nie mógł chodzić, ponieważ miał miażdżycę nóg, a kościół jest w
sąsiednim Garczegorzu - wyjaśnia Ewa. - Zresztą ksiądz dobrze o tym wiedział,
bo czasem bywał u ojca i go spowiadał.
Dwa dni szukali dla ojca nowego miejsca pochówku. - Byłam w Gdańsku w
katedrze, dzwoniłam do Pelplina, byłam w Łebie u proboszcza - opowiada Ewa. W
końcu dowiedziała, że jej ojciec może być pochowany w Łebieniu, tam gdzie
jego matka. Warunkiem była jednak pisemna zgoda księdza Krzysztofa Stopy -
tego, który odmówił pogrzebu. - Na dokumencie napisał, że mój tata nie łożył
na kościół, lekceważył księdza i że nie dostał ode mnie za to zaświadczenie
ani grosza - skarży się kobieta.


Kto rozkopał grób?

Wtedy stało się coś, co wstrząsnęło i tak już zdruzgotaną rodziną. Ewa
podczas wizyty u księdza zapłaciła też za przedłużenie grobu swojego dziadka.
Drugiego dnia okazało się, że nagrobek jest zniszczony, a mogiła rozkopana. -
Grabarz nam powiedział, że sami kazaliśmy to zrobić! - mówi Ewa. Elementy
lastrikowego nagrobka są porozrzucane po cmentarzu. O tym, że ktoś jest w tym
miejscu pochowany, informuje jedynie krzyż, który leży na świeżo zakopanej
mogile. - Grabarz powiedział, że to miejsce jest przygotowane dla mojego
ojca, ale przecież on i ksiądz już wiedzieli o pogrzebie w Łebieniu - mówi
Ewa. - Dwa groby czekały na jednego człowieka. Rodzina nie wie, kto i
dlaczego to zrobił. Sprawę zgłosili policji. Grób dziadka jest zniszczony i
nikt nie ma zamiaru naprawić szkód.
Ksiądz Stopa nie wpuścił nas do plebani, nie chciał z nami rozmawiać.
Twierdził, że musimy zdobyć zgodę biskupa. - Nic nie powiem i tak niech pan
napisze - oświadczył, po czym trzasnął nam drzwiami przed nosem.


Pokropek zamiast pochówku

Prawo kanoniczne pozwala księdzu odmówić pochówku. - Jeśli osoba nie była u
spowiedzi podczas Wielkanocy, była jawnogrzesznikiem, odstępcą od wiary,
wrogiem Kościoła, ale nie księdza - to stosuje się tzw. pokropek - wyjaśnia
proboszcz jednej z podsłupskich parafii (dane do wiad. red.). Pokropek to
forma skróconego pogrzebu, ciała nie wystawia się w kościele, ale na
cmentarzu, gdzie są odprawiane modły i pochówek. Proboszcz przyznaje, że
korzystał już z przywileju pokropku, jednak nigdy nie odmówił pochówku.
Twierdzi też, że w takich przypadkach pozwala rodzinom wprowadzać ciało do
kościoła. - Mówię wtedy, że jak chcą, to sami mogą wprowadzić, ale mszę
odprawiam bez trumny - mówi ksiądz. - Kiedyś podczas kolędowania jeden z
parafian, który był obłożnie chory powiedział, że nie chce księdza na
pogrzebie i może spoczywać nawet w rowie. Powiedziałem wtedy rodzinie, żeby
nie przychodzili do mnie, gdy umrze. Chodziło o to, że to była jego wola i
nie mogłem się sprzeciwiać. Rodzina nie protestowała i pochowała go w Słupsku.


Ochrzczonego pochowa

Według ks. Mariana Subocza z parafii pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbego w
Słupsku każdy przypadek odmowy pochówku jest rozpatrywany indywidualnie. -
Nie wiem dokładnie, o co tam chodziło, jednak jeśli osoba jest ochrzczona, to
należy ją pochować - mówi kapłan, zastrzega jednak, że musiałby najpierw
poznać wyjaśnienia obu stron.




Piotr Kawałek


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,237,13804693,13804693,to_sie_normalnie_we_lbie_nie_miesci_.html


Temat: NIE LĘKAJMY SIĘ ! "Smierć nie jest końcem
„Ojczyzno moja kochana, Polsko, "
Jan Paweł II
PRZEMÓWIENIE POŻEGNALNE
Ceremonia pożegnania 19.08.2002, Kraków-Balice



1. „Ojczyzno moja kochana, Polsko, [...] Bóg Cię wywyższa i wyszczególnia, ale
umiej być wdzięczna!" (Dzienniczek, 1038). Tymi słowami z Dzienniczka świętej
Faustyny pragnę Was pożegnać, drodzy bracia i siostry, moi rodacy!

W chwili, w której przychodzi mi wracać do Watykanu, spoglądam raz jeszcze na
was wszystkich z wielką radością i dziękuję Bogu, że dane mi było znowu
przebywać w Ojczyźnie. Myślami obejmuję kolejne etapy tej trzydniowej
pielgrzymki: Łagiewniki, krakowskie Błonia, Kalwarię Zebrzydowską. Zachowuję w
pamięci rozmodloną rzeszę wiernych, świadectwo wiary Kościoła w Polsce i waszej
ufności w moc Bożego miłosierdzia. Żegnając się z Polską, pragnę was
wszystkich, drodzy rodacy, serdecznie pozdrowić. Tak wielu mnie oczekiwało, tak
wielu pragnęło się ze mną spotkać. Nie wszystkim było to dane. Może następnym
razem...

Polskim rodzinom życzę, aby w modlitwie znajdowały światło i moc do wypełniania
swoich zadań, szerząc w swoich środowiskach przesłanie miłości miłosiernej.
Niech Bóg, który jest źródłem życia, błogosławi wam każdego dnia. Pozdrawiam
wszystkich, których spotkałem osobiście na pielgrzymim szlaku, i tych, którzy
brali udział w spotkaniach tej apostolskiej podróży za pośrednictwem środków
masowego przekazu. Dziękuję szczególnie chorym i osobom w podeszłym wieku za
wspieranie mojej posługi modlitwą i cierpieniem. Życzę wam, aby wasza duchowa
więź z Jezusem miłosiernym stała się źródłem ulgi w waszych cierpieniach
fizycznych i duchowych.

Obejmuję spojrzeniem duszy całą moją umiłowaną Ojczyznę. Raduję się z
osiągnięć, dobrych zamierzeń i twórczych inicjatyw. Z pewnym niepokojem mówiłem
o trudnościach i kosztach przemian, które boleśnie obciążają najuboższych i
najsłabszych, bezrobotnych, bezdomnych i tych, którym przychodzi żyć w coraz
skromniejszych warunkach i w niepewności jutra. Odjeżdżając, te trudne sprawy
Ojczyzny chcę polecić Bożej Opatrzności i zachęcić wszystkich odpowiedzialnych
za stan państwa do troski o dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli. Niech
zapanuje duch miłosierdzia, bratniej solidarności, zgody i współpracy oraz
autentycznej troski o dobro naszej Ojczyzny.

2. Minione dni tej krótkiej pielgrzymki były dla mnie okazją do wspomnień i
głębokiej refleksji. Dziękuję Bogu za możliwość odwiedzin Krakowa i Kalwarii
Zebrzydowskiej. Dziękuję za Kościół w Polsce, który w duchu wierności Bogu,
Krzyżowi i Ewangelii od tysiąca lat dzieli z narodem jego losy, ofiarnie mu
służy i wspiera go w jego dobrych zamiarach i dążeniach. Dziękuję Bogu, że
Kościół w Polsce pozostaje wierny tej misji i proszę, aby tak było zawsze.

Pragnę wyrazić wdzięczność tym wszystkim, dzięki którym to pielgrzymowanie
miało szczęśliwy przebieg. Na ręce Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
składam raz jeszcze podziękowanie za zaproszenie oraz za troskę o przygotowanie
tej pielgrzymki. Dziękuję za współpracę między władzami państwowymi i
przedstawicielami Kościoła. Dziękuję za każdy gest dobrej woli.

Jestem wdzięczny władzom wojewódzkim, samorządowym, miejskim i gminnym -
szczególnie Krakowa i Kalwarii - za życzliwość, troskę i wszelki trud.

Bóg zapłać wszystkim służbom kościelnym, obsłudze telewizyjnej, radiowej,
prasowej, dziennikarzom, służbom porządkowym: wojsku, policji, strażakom,
służbie zdrowia - wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się, aby
ta pielgrzymka mogła pomyślnie się odbyć. Nie chcę nikogo pominąć, więc
wszystkim raz jeszcze z całego serca mówię: Bóg zapłać!

3. Ze słowami szczególnej wdzięczności zwracam się do całego Ludu Bożego w
Polsce. Dziękuję Konferencji Episkopatu Polski na czele z Księdzem Prymasem za
zaproszenie mnie do Ojczyzny, za duchowe przygotowanie wiernych oraz za cały
wysiłek organizacyjny związany z tą pielgrzymką. Szczególną wdzięczność wyrażam
kapłanom, alumnom seminariów i sióstrom zakonnym. Dziękuję za przygotowanie
liturgii i za towarzyszenie wiernym podczas naszych spotkań. Całemu Kościołowi
w Polsce wdzięczny jestem za wspólne trwanie na modlitwie, za gorące przyjęcie
i wielką życzliwość. Niech Chrystus Miłosierny obficie wynagrodzi waszą hojność
swoim błogosławieństwem.

Wśród tych podziękowań nie może zabraknąć specjalnego słowa do umiłowanego
Kościoła krakowskiego. Księdzu Kardynałowi Franciszkowi, metropolicie
krakowskiemu, składam serdeczne podziękowanie za gościnę i tak wspaniałe
przygotowanie Krakowa na doniosłe wydarzenia, jakie miały miejsce w minionych
dniach. Serdeczne Bóg zapłać Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia z Łagiewnik i
tym, którzy trwając codziennie przed wizerunkiem miłosiernego Chrystusa,
zanoszą modlitwy w intencji mojej apostolskiej posługi. Gratuluję archidiecezji
krakowskiej i całej Polsce nowej świątyni, którą dane mi było poświęcić. Jestem
przekonany, że łagiewnickie sanktuarium będzie prawdziwą stolicą i prężnym
ośrodkiem kultu Bożego Miłosierdzia. Niech światła padające z wieży
łagiewnickiej świątyni, które przypominają promienie z obrazu Jezusa
Miłosiernego, rzucają duchowy blask na całą Polskę: od Tatr do Bałtyku, od Bugu
po Odrę i na cały świat!

4. „Bóg bogaty w miłosierdzie"! Oto słowa, które stanowiły myśl przewodnią tej
wizyty. Odczytywaliśmy je jako wezwanie dla Kościoła i dla Polski nowego
tysiąclecia. Życzę moim rodakom, aby potrafili przyjąć otwarym sercem to
orędzie miłosierdzia i aby potrafili je nieść tam, gdzie ludzie potrzebują
światła nadziei.

Wszelkie dobro, jakie dokonało się w tych dniach pielgrzymkowych, które stało
się moim udziałem, zachowuję w sercu. Wdzięczny za wszystko, wraz z całą
wspólnotą Kościoła w Polsce powtarzam wobec Jezusa Miłosiernego: "Jezu, ufam
Tobie!" Niech to szczere wyznanie przynosi ukojenie kolejnym pokoleniom w nowym
tysiącleciu. Bóg bogaty w miłosierdzie niech wam błogosławi!

[Papież dodał:]

Na końcu, cóż powiedzieć: żal odjeżdżać.


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,28,22268901,22268901,NIE_LEKAJMY_SIE_Smierc_nie_jest_koncem.html