Kompulik...

Temat: chory barwniak szmaragdowy
Mialem problem z razmirezkami samiczka padla w swieta kiedy nie bylo mnie w domu, samiec zachorowal na oko nie moge znalezc teraz nazwy ale nie mial zadnych innych objawow tylko lewe oko bylo pod bialawa powloka, dalem bactopur direct i nastepnego dnia mialem tygodniowy wyjazd, na 50 dalem 1/4 tabletki i nastepnego dnia 1/4. Dowiedzialem sie ze po kilku dniach rybka padla. Po powrocie naszykowalem nowe akwa zastepcze po dniu przelozylem tam rybki i umylem glowne, calkiem. Samiczka barwniaka nie doczekala powrotu do glownego, zachowywla sie dziwnie plywalal prawie tylko przy dnie ciezko oddychajac nie mial apetytu, myslem ze to moze przez tlok w tymczasowym akwa, samiec siedzial caly czas w kokosie nie widzialem zeby jadl ale teraz zachowuje sie tak samo, nawet nie plywa tylko faluje pletwani nad dnem i ciezko oddycha. Nie wiem co robic przeczytalem o przeziebieniu blednika, i zostawilem go samego w akwa tymczasowym spuscilem polowe wody i podgrzlem o 3 stopnie ale teraz szukam i czytam ze to choroba tylko ryb labiryntowatych. Moze to przez bactopur, nie wiem, jesli ktos wie jak prosze o pomoc.

mija trzeci dzien barwniak bez zmian ani lepiej ani gorzej, ruszy sie z miejsca na inna czesc dna czsem i dycha tak samo, zauwazylem milimetrowa czerwona plamke na tylej pletwie moze to ubarienie, nie wyglada na pasozyt.
Źródło: aquaforum.pl/viewtopic.php?t=10004



Temat:
Witam,

Po niedawnym rozstaniu z Kropulkiem, przyszła kolej martwić się Łapciem zauważyłam, że jak pije wodę, przekrzywia główkę, ciągle w jedną stronę. No i czasem, gdy się bawił kocykiem i radośnie podskakiwał, trząsł jednocześnie główką. Pamiętna postów na forum, że takie oznaki wymagają od razu wizyty u weta, udaliśmy się od razu do p. dra Czerwińskiego.
Zmierzył temperaturę, w normie, obejrzał uszy i stwierdził, że widzi jedynie mały stan zapalny nabłonka, ale bazując na doświadczeniu, podejrzewa, że może to być zapalenie błędnika.
No i Łapcio dostał antybiotyk i środek przeciwzapalny na następne 5 dni, z książeczki widzę jakieś seritemycyna? i bapiolexon, dodatkowo do zakrapiania 2xdziennie dostaliśmy krople do uszu o nazwie Dicortinet.
Łapcio póki co sprawia wrażenie obrażonego, że wlewam mu coś do uszu i zabieram do groźnego pana, który robi zastrzyki

Mam nadzieję, że uda mu się z tego wyjść... generalnie oprócz tej przekrzywionej główki i czasem potrząsania uszkami nie dawał żadnych oznak, że coś się dzieje (choć wiem, że u króliczków w standardzie jest ukrywanie swojej choroby)...
dzisiaj natomiast, po drugiej dawce antybiotyku stracił jakoś humor, siedzi ciągle w klatce, pije, je i wypróżnia się normalnie, ale jakoś poza klatkę nie chce wyjść... nie wiem, czy to strach, że znów gdzieś pojedziemy, czy tęsknota za Kropciem, czy choroba daje się we znaki...

Mam natomiast pytanie: wiem, że przy kuracji dobrze jest stosować osłonę probiotykową, u siebie w szafce znalazłam lek o nazwie Lactiveup. Czy ktoś z Was wie, czy można stosować go u króliczków, albo może ktoś już go próbował? może jego skład jest podobny do tych, jakie stosowaliście u swoich króliczków? Lactibeup zawiera:
Lactobacillus acidophilus, inulina

Będę wdzięczna za słówko porady, bądź nakierowanie mnie na odpowiedni temat, bo mi samej nie udało się znaleźć info czy ktoś ten lek stosował..

Pozdrawiam,
Truskawa
Źródło: krliki.fora.pl/a/a,4146.html


Temat: Moja historia z ''chorobą'' Andy
Witam moja historia z nerwica i d/d zaczęła się jakiś rok temu dosłownie 2 dni przed wyjazdem za granice do pracy zaczęły się nagle dziać jakieś dziwne rzeczy ze mną mianowicie jakieś zaburzenia równowagi, zawroty głowy zaburzenia. koncentracji ale zbagatelizowałem to myśląc ze to kac po wcześniejszej imprezie no i pojechałem po 2 tygodniach nie ustępowało zdecydowałem się ze udam się do lekarza tam dostałem betahistine to chyba na błędnik jednak po kolejnych 2tyg nie przechodziło zacząłem się zastanawiać nad powrotem do polski i szukaniem przyczyny wziąłem 2 tyg. urlopu i przyjechałem zacząłem robić wszystkie badania tj. wszystko z krwi, moczu, kału, 3okulistów, 3 laryngologów , 2 neurologów, TK głowy, MRI głowy RTG klatki piersiowej, kręgosłupa szyjnego USG brzucha gdyż tez miałem problemy żołądkowo jelitowe, USG teętnic szyjnych, testy na alergie, tarczyca, dosłownie co się dało jednak wszystko było w jak najlepszym porządku ze strony somatycznej miedzy czasie moja mama mała zawał… ale już jest wszystko ok. na szczęście z tego też powodu musiałem zrezygnować z dalszej pracy za granica gdzieś około sierpnia tamtego roku zaczął pojawiać się jakiś lęk tzw bezprzedmiotowy mój lekarz rodzinny stwierdził już wtedy ze to jest nerwica a skoro jest lek to lękowa i kazał się udacć do psychiatry tak wiec zrobiłem dostałem xanax po którym lęk jakby ustępował ale pojawiły się inne objawy jakby usuwania podłogi z pod nóg takie zawroty dziwne, pchania jakby na oczy ociązałej głowy zacząłem prace w polsce w tej pracy zaczęło mi się pojawiać takie jakby odrealnienie taki jakby matrix przymulenie nie wiedziałem co się dzieje jednak to bagatelizowałem i przechodziło i tak było srednio parę razy w tyg.z tej pracy byłem zmuszony się jednak zwolnic ze względu na słabe warunki finansowe, około października zaczął się pojawić ten lęk dość silniej i i do tego to przymulenie, odrealnienie zaczęło trwać prawie cały czas nie wiedziałem co się dzieje udałem się ponownie do psychiatry dostałem lek o nazwie paxtin po tej tabletce miałem takie jazdy ze przez 3 dni nie umiałem dojść do siebie wszystkie możliwe skutki uboczne wystąpiły także już go nie wziąłem został xanax który biorę zresztą do dziś w nie przekraczając 0.5 na dobę jakoś to było lęk ustepował ale derealizacja nie totalne zamulenie odciecie od świata jakby pztrzenia jakby zza szyby na wszystko do tego pojawiła się depersonalizacja tzn miałem wrażenie ze ja to nie ja, jak coś robiłem to miałem wrażenie jakbym ja tego nie robił nic mi się przez to nie chciało, na nic nie miałem ochoty nic mnie przez to nie cieszyło zacząłem odczować jakby obcość otoczenia wszystko jakieś inne, dziwne ale takie samo pojawił się szum uszny z głowy brałem ten xanax jakoś to leciało to przodu ale zaczołem szukać na necie i zaczęła się przygoda z wkręcaniem sobie schizy:/ do pracy już nie poszedłem bo strasznie się bałem w takim stanie, gdzieś w styczniu tego roku trafiłem to innego psychiatry ponieważ tamten nie bardzo się interesował moimi problemami miedzy czasie uczęszczałem też cały czas to psychologa na terapie z której zrezygnowałem po 3 miesiacach, nowa pani psychiatra przepisała nowy lek o nazwie sympramol brałem go ponad miesiąc jednak bez skutku, mój stan coraz bardziej mnie zaczynał martwić zacząłem naprawdę panicznie bać się schizy:/ i boje się do teraz zreszta…mimo zapewnien 3 psychiatrów ze to nerwica to ja i tak swoje ehh…dostałem lek citabax po którym wszystko tj. ta depersonalizacja głównie strasznie się nasilała tak wiec tez musiałem odstawić po ponad miesiącu brania, zostaje mi cały czas xanax który biore do teraz staram się brać doraźnie i jak najmniej bo jak wiadomo to benzo, dostałem teraz taki lek moklar który mam zaczać brać za tydzień, zastanawiałem się już też nawet na szpitalem ale to jednak ostateczność, moje objawy jak na dzis:

- Lęk bezprzedmiotowy uogulniony żadziej ataki paniki, napięcie, lęk przed schizą, lęk przed utratą kontroli nad sobą, zwariowaniem lęk przed wyjściem samemu z domu
- poczucie nie bycia sobą, jakby ja to nie ja (depersonalizacja chyba)czasem poczucie pustki
- poczucie oderwania jakby duszy od ciała
- poczucie innosci, obcosci otoczenia, dziwności
- poczucie jakby bym był ale mnie nie było tzn. jak bym był ciałem w danym miejscu ale nie umysłem, jakbym był taki nie obecy cały czas
- przymulenie, odciecie od swiata, patrzenie jakby z za szyby z za mgły (derealizacja)
- utrata częsciowo zainteresowań, przez to co sie ze mną dzieje:/
- brak pewności siebie choć nie zawsze
- uczucie pustki
- szum uszny, szum w głowie, czasem piski z jakby ciśnieniem, zatykaniem uszu
- wyostrzony słuch
- przymuszanie prawie sie do wszystkiego
- zawroty głowy, zaburzena równowagi, już rzadziej
- zmeczenie
- ciągłe zamartwianie się
- kołatanie serca
- nudności, mdłości
- lekkie bole głowy niby napieciowe
- bole karku
- drżenie mięśni, kończyń
- poty czsem dość spore
- zaburzenia apetytu, mniejszy apetyt

trzymaja sie mnie gdzieś od roku ale najgorzej od 7 miesiecy i mam ciagłe wrażenie ze sie pogarsza:/

Sam się dziwie ze jeszcze żyje…

To chyba wszystko, tak w skrucie;) a i jeszcze jedna sprawa która zauwarzyłem, przeważnie jak mam jakiś atak choć mało sie kiedy to zdaża ale jak jest to biore xanax i przechodzi ale po jakimś czasie tydzień, dwa przychodzi taki stan jak podczas ataku i juz jakby zostaje tak miałem z lękiem i d/d i innymi porabanymi odczuciami:/ a i jeszcze dodam że nigdy nie chorowałem na zadne choroby poważne tym bardziej psychiczne ani nikt u mnie w rodzince nawet deprechy nie miał, ja zreszrta wieczny optymista, bezproblemowy człowiek zawsze znajdujacy jakieś rozwiazanie nie przejmujący sie byle pierdołami gość ale to tak nie chwaląc sie;)kazdy tam ma swoje zalety,i tak moje zycie sie skończyło rok temu...

Pozdrawiam
Źródło: derealizacja.fora.pl/a/a,693.html


Temat: Demony
Żeby trochę ożywić temat rozwinę go, podając przykłady demonów występujących w wierzeciach słowiańskich.

Bagiennik — demon wodny w mitologii Słowian. Bóstwem bagienników była Wada - Pani Jezior i Płytkowodzi, zwana też Królową Podwodnych Łąk.

Według podań bagiennik zamieszkiwał płytkie bagna. Wystawiał głowę nad powierzchnię by zaczerpnąć od czasu do czasu powietrza i popatrzeć co wokół się dzieje. Miał nozdrza umieszczone między oczami, a czasem nawet na czole. Bagienniki często strzelały błotnistą mazią, która była wręcz parząca. Wierzono, że miała ona właściwości uzdrawiające wszelkie choroby cielesne takie jak reumatyzm, bóle krzyża, ciężkie rany, niestrawności, choroby serca, a nawet bezpłodność. O obecności bagienników miały świadczyć bąble obficie występujące na lustrze wody, albo chwilowe niespodziewane mętnienie i bulgotanie wody.

Nie obawiano się tych demonów, bo spotkania z nimi nie były śmiertelne.

Bies – w mitologii słowiańskiej jest to opętańcza siła nieczysta, zły demon lub złośliwy duch, diabeł (tłumaczy gr. daimōn, daimónion).

Motyw, wywodzonego z obrzędów szamańskich, profetycznego szału żywy w mitologiach: germ. Odyn, grec. Dionizos, Apollo.

Z opętaniem wiąże się często zjawisko ślepoty – por. pol. obłęd, błędnik, goc. blandan sik „mieszać się”, ang. to blunder „błądzić” oraz lit. blandus „mroczny”, sirl. dall „ślepy” i goc. dwalls „szalony”.

Licho - postać z wierzeń starożytnych Słowian, zły demon lasu. Demon lasu zazwyczaj występował jako pospolite małe licho. Cechą tego nieznośnego demona było to, że nigdzie nie mógł długo zagrzać miejsca i całymi dniami wędrował razem z wiatrem po lesie. Przejawem działania Licha było otrząsanie z drzew liści i mącenie kałuż. Licho mąciło również w głowach ludzi wędrujących po lesie, powodując gubienie przez nich drogi. Licho często też chowało potrzebne rzeczy przed wzrokiem ludzi.

W mowie potocznej do dnia dzisiejszego istnieją stwierdzenia związane z duchem lasu. Przykłady to: licho nie śpi, licho zakryło, licho wzięło i gdzieś poniosło, gdzieś go licho niesie.

Mamuny - istoty z mitologii słowiańskiej. Mieszkały w lasach i były porośnięte rudym włosiem na całym ciele. Ich pierwotna funkcja to matczyny aspekt Dziewanny - opiekowały się dziećmi zwierząt, zwłaszcza leśnych, a także dziećmi ludzkimi.

W czasach chrześcijańskich zdegradowane do postaci demonów, co tłumaczy relacje o Mamunach szkodzących położnicom i ich świeżo narodzonym dzieciom przez zsyłanie nagłej gorączki i chorób. Podobno miały też w miejsce dziecka podkładać bliźniaczo podobne niemowlę, będące jednak dzieckiem czarownicy i demona. Niemowlę takie po wyrośnięciu stawało się zwykle złoczyńcą, w dzieciństwie zaś charakteryzowało się wielką złośliwością i paskudnym charakterem. Np. wyjadało wszystko z garnków, oddawało mocz do mleka, by skwaśniało, itp. Mamuny szkodziły nawet przyszłym matkom, tzn. kobietom w ciąży, przez zsyłanie im koszmarnych snów, opuchlizny na nogach oraz zmuszanie do wymiotów.

Istniały sposoby przeciwdziałania ich zakusom. Należało mieć przy sobie coś metalowego i ostrego. W czasie porodu należało zwiększyć wielkość amuletu i pod łóżko wkładało się duży nóż lub nawet lemiesz. Dzieciom zaś należało przywiązać do ręki coś czerwonego. Skutecznie chroniło to przed podmianą. Mamuny potrafiły też zabrać dopiero co urodzonemu dziecku cień, co sprawiało że dziecko wyrastało na idiotę lub szaleńca.

Ogniki (zwane także świecnikami, świczkami, błędnymi ognikami bądź świetlikami bagiennymi) - w mitologii słowiańskiej były to małe demony, które rozpalały migoczące światełka koloru żółtego bądź niebieskiego, najczęściej pojawiające się nocą ponad bagnami i moczarami, rzadziej na polach. Migotaniem sowich światełek mamiły one ludzi przechodzących przez takie właśnie tereny, tak, że gubili oni drogę i mogli błąkać się w jej poszukiwaniu przez całą noc - mogły go nawet uśmiercić. Jednakże zdarzało się również, że ogniki litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu właściwy kierunek.

Podobno kiedy podróżnemu udało się schwytać takiego właśnie ognika - jednak zdarzało się to bardzo rzadko, dlatego też nie wiemy, jak wyglądał ów demon - mógł on w zamian za wypuszczenie spełnić jakieś jego życzenie, a kiedy ogniki zapalały swoje światełka, w pobliżu działy się przedziwne rzeczy. Według różnych opowieści, ogniki zapalały światła tylko wtedy, kiedy w pobliżu był jakiś groźniejszy demon, taki jak np. Bies.

Słowianie wierzyli, że ognikami stawali się po śmierci dusze ludzi okrutnych, obojętnych na krzywdę ludzką, złych i nieuczciwych. Poprzez swoje mamienie ludzi odpokutowywały one za krzywdy wyrządzone innym ludziom za życia.

Dzisiaj zjawisko zapalania się "światełek ogników" na bagnach tłumaczy się występowaniem samozapłonu fosforowodoru PH3, zawierającego domieszki wyższych wodorków fosforu, powstałego w wyniku podziemnego rozkładu związków organicznych.

Rokita - imię jednego z diabłów, występującego w polskich podaniach ludowych. Rokita był bardzo hojnym rozbójnikiem w Domaradzu. Mieszkał na górze Chyb z innymi zbójnikami. Okradał kupców przyjeżdżających do Domaradza, skradzionymi łupami obdarowywał chłopów. Według innej wersji legendy Rokita, zwany inaczej Rokietnikiem był złą duszą zamieszkującą bagna (stąd jego nazwa pochodząca od mchu rokietnika często występującego w środkowoeuropejskich lasach i nad bagnami) i topiącą tych, którzy wdarli się na teren jego siedliszcza. Jeszcze inna wersja mówiła , że był diabłem kaliskim konkurującym z łęczyckim Borutą.

Strzyga lub męski odpowiednik Strzygoń to demon z wierzeń prasłowiańskich.

Był to stwór podobny nieco do wąpierza. Byli to ludzie, którzy urodzili sie z dwiema duszami, dwoma sercami i podwójnym szeregiem zębów z czego ten drugi był słabo zauważalny. Gdy już rozpoznano strzygę za pierwszego życia, przepędzano ją z ludzkich siedzib. Strzygi ginęły zazwyczaj w młodym wieku, gdy jednak jedna dusza odchodzi druga żyje dalej i aby przetrwać musi polować. Strzyga wysysała krew, wyżerała wnętrzności i latała pod postacią sowy po nocach. Zazwyczaj poza polowaniem chodziło o zemstę za krzywdy wyrządzone podczas pierwszego żywota. Strzygi potrafiły zadowolić się przez jakiś czas także krwią zwierząt. Podobnie jak inne stwory tego typu, strzygę należało trwale unieruchomić poprzez spalenie lub powbijanie gwoździ albo pali w różne części ciała.

Źródło: Wikipedia


Źródło: mojefantasy.fora.pl/a/a,102.html